W końcu jestem w Gandawie. Mam za sobą najtrudniejszą część załatwiania formalności, 17-godzinną podróż oraz pierwsze spotkanie z belgijską rzeczywistością. Nawet przyjemny kraj, chociaż niewiele można powiedzieć na podstawie tego co zobaczyłem z okna autobusu. Te kilka godzin które spędziliśmy (ja, Marta i Gosia) poświęcamy na oswojenie się z mieszkaniem. Początkowo zrobiło na nas dobre wrażenie, z czasem zaczęliśmy je poznawać lepiej: piecyk nie grzeje, żarówka nie świeci, mieszkanie trzeba posprzątać itd. Ale nie jest źle. Cieszę się że nie musieliśmy sami go sobi szukać, ale postarała się o to nasza nowa uczelnia.
Jutro jeszcze jakieś formalności, a do laboratorium schodzimy dopiero w poniedziałek, także na starcie mam 3 dni wakacji. Chociaż gdybym siedział sobie we Wrocławiu, to wakacji zostało by mi jeszcze jakieś 2 tygodnie. Fajnie że tu jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz