czwartek, 16 października 2008

Frituur

Drodzy Państwo! Dzisiaj podzielę się z Wami sekretem. Być może jest to nawet najbardziej skrywana przez Belgów tajemnica. Narażając życie poświęciłem się, aby ją odkryć. A było to tak...

Dzień, jak co dzień. Wczesnym wieczorem zszedłem do kuchni zrobić kolację. Ostrożnie otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się najzwyklejszy widok. Kuchnia ta sama co wczoraj, tylko trochę większy w niej nieporządek. W pokoju obok właścicielka domu oglądała telewizję - mecz Belgia - Hiszpania. Na stole kuchennym błyszczała stalowa miska. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że kryje cenną, złocistą zawartość. Jak sroka od razu chciałem przygarnąć tę błyskotkę. Zrobiłem krok, wyciągnąłem dłoń i już tylko centymetry dzieliły mnie od niej. Wtem z pokoju obok dobiegł mnie głos. Serce przyspieszyło - zostałem przyłapany. W misce był jeden z dwóch słynnych belgijskich specjałów koloru złotego.
Jeśli jesteś studentem, to pewnie pomyślałeś o piwie - to błąd. W misce leżały frytki. Słowa właścicielki, która je usmażyła zachęcały do poczęstowania się nimi. Nie opierałem sie jej namowom i szybko sprawdziłem jak smakują. To jest właśnie ten moment, kiedy narażałem życie. Przecież mogły być niedobre lub, co gorsza, zatrute ;)

Dla Belgów smażone w głębokim oleju słupki z ziemniaków są tradycyjnym daniem. Najczęściej jada się je z majonezem i odrobiną soli. Na każdym rogu można znaleźć Frituur, czyli bar serwujący frytki z różnymi sosami i pod różnymi postaciami.

Frytki były naprawdę smaczne, a co mnie najbardziej zdziwiło - były chrupiące. Po 4 studenckich latach, kiedy frytki przygotowywane przez moich kolegów miały zwykle konsystencję zwiędniętej rośliny, była to znacząca odmiana.
Przyszła pora, by z Pani Właścicielki "wycisnąć" sekret przyrządzania frytek. Sprawa jest prosta: najpierw kroimy ziemniaki w słupki centymetrowej grubości, później smażymy w temperaturze 140 st. C, wyciągamy z oleju i zostawiamy do ochłodzenia. Takie frytki jada się we wrocławskich akademikach. Tutaj smaży się je po raz drugi w temperaturze 180 st.C. Kiedy mają już odpowiedni kolor, można częstować nimi gości. Polecam!

Przy "wyciskaniu" tych tajnych informacji nie używałem żadnych narzędzi tortur. Wystarczyło zapytać ;)

2 komentarze:

Geraldo Maia pisze...

Witaj Maciek,
Twój blog jest piekny. Lubie go.
Pozdrowienia z Brazylii:
Geraldo

Zachar pisze...

no to jak wrócisz to ja zamawiam u Ciebie takie danie, pozdrowienia z Krk

Subiektywna mapa