Gdy się obudziłem, zegar na komórce wyświetlał czwartą dwadzieścia. Jak na tą godzinę, to byłem dosyć wyspany. Zacząłem się zastanawiać, czy na pewno jest po czwartej, skoro przez roletę docierają już promienie słońca. Najpierw pomyślałem sobie: Tobiasz, nie kombinuj! Jest czwarta i powinieneś znowu zasnąć. Ale ciekawość zwyciężyła lenistwo i podszedłem do biurka zerknąć na drugi zegarek. Dziewiąta trzydzieści. Poprzedniej niedzieli miałem podobną sytuację. Wtedy się późnił o jakąś godzinę. Ciekawe, że zawsze zdarza się to w niedzielne poranki...
Do kościoła zdążyłem, a po mszy zostałem dłużej. Powiedziałem, że byłem organistą i wpuszczono mnie bym sobie pograł. Taka godzina to zawsze coś, a organy to coś więcej niż gitara.
Potem był obiad. Tym razem jedliśmy omlety. Z pieczarkami, pomidorem, serem i szynką, której Ci u nas dostatek. Tworzy się taki zwyczaj, że niedzielny obiad gotujemy wspólnie. Tym razem Marta najbardziej maczała w tym palce.
A teraz najbardziej godne zapisania: poszliśmy dziś na koncert.

W Gent trwa teraz słynny festiwal filmowy i z tej okazji odbył się koncert, podczas którego Orkiestra Filharmonii w Brukseli grała utwory John'ego Williamsa. Jeżeli ktoś nie kojarzy tego nazwiska to powiem, że jest to twórca muzyki do takich filmów jak:
Gwiezdne Wojny, Indiana Jones, Szczęki, Harry Potter, E.T., Lista Schindlera, Patriota, Park Jurajski, Kevin sam w domu, Hook, Szeregowiec Ryan, Siedem lat w Tybecie, Wyznania gejszy, Wojna światów i wielu innych.

Na tym koncercie nie dało się nudzić. Znane wszystkim z filmów, a wykonywane przez orkiestrę, utwory w połączeniu w wyświetlanymi na wielkim ekranie fragmentami tych filmów, tworzyły razem coś niesamowitego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz