Kto to myślał, żeby strajkować i to jeszcze w taki uciążliwy sposób?! Nie można było kulturalnie, pojedynczo, w Brukseli... Najpierw pojechaliby kierowcy autobusów, tydzień później maszyniści, później pielęgniarki i lekarze, urzędnicy, personel sklepów, listonosze, pracownicy dużych przedsiębiorstw. Jeśli już musieli strajkować, to mogli się podzielić. Ale nie! Musieli wszyscy jednocześnie. Nawet szkoły był pozamykane.
Laboratorium nie strajkowało. Miałem w nim być o 9.
Wiedziałem, że czeka mnie długi spacer. Ubrałem wygodne buty, wziąłem mapę i ruszyłem na południe. Całe szczęście, że pogoda była dobra. Uznałem, że to świetna okazja, żeby przyjrzeć się miastu. Ulice były ciche i tylko sporadycznie mijali mnie przechodnie lub rowerzyści. Skojarzyło mi sie to z jakimś polskim "długim weekendem". Nikt się nigdzie nie spieszył. Może poza mną. Słońce, które przez ostatnie kilka dni chowało się za chmurami, dzisiaj malowało trawniki soczystą zielenią. Po ponad półtoragodzinnej przechadzce byłem na miejscu. Lekko zziajany i spóźniony jedynie o godzinę. Całe szczęście, że moje tłumaczenie o autobusach spotkało się ze zrozumieniem. Niestety okazało się, że tym razem wyjątkowo nie było nic do zrobienia. -Mogłeś zostać w domu. - usłyszałem z ust Martin. Czy było warto wstawać? Tak, w drodze powrotnej wypożyczyłem rower. Będzie mój przez następne 3 miesiące. Teraz żaden strajk mi nie straszny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
wesoło tam macie ;P
Rower fajny jest:)
Prześlij komentarz