Maciek jeździ rowerem, ja na uczelnię mam zbyt blisko. Ale żeby moim jedynym sportem nie było wchodzenie po schodach (schodzenie jest jeszcze trudniejsze - w ramach oszczędzania przestrzeni Belgowie budują bardzo wąskie domy, a schody w nich to już w ogóle masakra), postanowiłem się zmęczyć na sposób sportowy i zrobiłem to, co w swoim czasie zrobił Forrest Gump. Wybiegłem z domu.
Byłem do tego dobrze przygotowany. Miałem wszystko co do biegania potrzebne: poczynając od adidasów, na aerodynamicznej fryzurze kończąc. Nie miałem aparatu (tzn. fotograficznego, bo z tym drugim nie rozstaję się prawie wcale), więc nie narzekajcie że ten post jest tak mało kolorowy. Gdybym zrobił zdjęcie, z pewnością uwieczniłbym na nim znak, informujący o wjeździe do Gent, który minąłem :)
Co jeszcze można napisać na temat biegania? Że czasem warto jest się zmęczyć. I że to chyba bardziej umacnia charakter, niż kondycję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz