niedziela, 19 października 2008

Sobota

Opisać dzisiejszy dzień... Tutaj pojawia się problem, bo nie wiem kiedy dzień się zaczął. Jeśli w momencie obudzenia, to niewiele zdążyło się dziś wydarzyć. Było już po 14 gdy dzwonił budzik. Co robi student zaraz po obudzeniu? Je śniadanie, ogląda Teleexpress. Ja byłem lepszy, wstałem szybciej. Siedem godzin snu to nie jest wcale tak dużo. Zamiast telewizora włączyłem komputer i próbowałem coś naukowego napisać. Próbowałem jest dobrym czasownikiem, bo niedokonanym. Coś jeszcze? Obiadokolacja, piwko u Maćka i to by było na tyle dzisiejszego dnia.

Chyba, że dzień zaczyna się o godzinie 0.00. Siedziałem wtedy z Erasmusami (Francuz, Francuska, Irlandczyk, Włoch, dwie Słowaczki i ja) w sąsiednim miasteczku. O dwunastej byliśmy już po ręcznie robionym spaghetti, winach i kracie piwa i właśnie wychodziliśmy na miasto. Potem była jeden bar, gdzie o czwartej zrobiło się już pustawo. Na szczęście udało nam się znaleźć inny klub, w którym coś się jeszcze działo. Tam też siedzieliśmy do końca. „Siedzenie” nie jest najwłaściwszym słowem. Po piątej byliśmy ostatnim drgnieniem parkietu.

Im ciężej pracuję w tygodniu, tym intensywniej bawię się w weekend. Jeśli siedzi się (i znowu: słówko „siedzi” jest nie na miejscu) w laboratorium od ósmej do siedemnastej, a z godzinnej przerwy obiadowej wraca po 25 minutach, bo bakterie czekają, to pod koniec tygodnia można mieć naprawdę dosyć. Zapomniałem dodać, że w wolnych chwilach trzeba opracowywać wyniki i pisać wstęp teoretyczny do pracy. I że często bywam w niedoczasie.

Ogólnie, nie jest lekko, ale jest fajnie.

Brak komentarzy:

Subiektywna mapa