poniedziałek, 6 października 2008
strike
Kolejny już raz postanowiłem wybrać się do urzędu, by się wreszcie zameldować. Tym razem udało mi się wstać. Było ciemno, gdy wychodziłem z domu. Ponieważ nie chciało mi się jakoś bardzo iść, poszedłem na przystanek, wydałem 1,20 na bilet i czekałem na tramwaj. Po jakichś 8 minutach pomyślałem, że to coś nie tak że tramwaje o tej porze tak rzadko jeżdżą. Wtedy mi się przypomniało: strajk. Jednak strajkują. Dobrze przynajmniej, że Gandawa nie jest wielkim miastem i można się po niej poruszać piechotą. Jeszcze zanim ruszyłem, zacząłem się zastanawiać, czy jeśli komunikacja miejska stoi, to czy tacy pracowici ludzie, jak urzędnicy, też nie zrobili sobie wolnego. Gdybym nad tym się zastanawiał jeszcze przed wstaniem, zaraz po skręceniu budzika, jestem pewien, że z ciepłego łóżeczka bym się nie ruszył. Wiem, bo zawsze gdy słyszę swój budzik próbuję znaleźć argumenty, które pozwolą mi jeszcze trochę poleżeć. Ale nie było już odwrotu. Byłem obudzony i do urzędu trzeba było iść, chociażby po to, by sprawdzić, czy warto było wstawać, czy nie.
Nie warto było.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz