Dzisiaj napiszę o 2 rzeczach.
Dzień zacząłem od podróży do kliniki, gdzie znajduje się laboratorium, w którym mam praktykę. Podróż = 3 autobusy = 1h. To i tak dobrze, bo pierwszego dnia pomyliłem drogę na przystanek i na miejsce dotarłem po 2 godzinach. Przy okazji wyszedłem wtedy poza granice miasta i mogłem zrobić to piękne zdjęcie.

Druga sprawa, to radosna nowina o tym, że od dzisiaj jestem studentem Universiteit Gent. Przy okazji dopełniania formalności związanych z rejestracją na uniwersytecie zauważyłem wygodne rozwiązanie. Dokumenty musiałem zanieść do rektoratu. Tam w korytarzu, na dotykowym ekranie komputera, zaznaczyłem w jakiej sprawie przyszedłem i dostałem "bilet" z numerem. W poczekalni było dużo ludzi, ale nie stali w kolejce przestępując z nogi na nogę. Wszyscy siedzieli. Nad wejściem do części biurowej wisiał ekran. Na nim widniały numery "biletów" i litery określające pokój do którego petent ma się udać. Kiedy na ekranie pojawiała się nowa informacja, oczekujący byli o tym informowani dźwiękiem. Mój wyświetlił sie po 15 minutach. Dla niektórych może to wyglądać na opowiadanie z gatunku science-fiction. Trudno sobie wyobrazić przestrzeń przed dziekanatem, w której nie ma kolejki lub co gorsza - zbiorowiska ludzi, które nie ma długości, ale można je przez promień i gęstość. Czy na PWr nie można zainstalować takiego systemu?
.jpg)
P.S. Mam legitymację, więc teraz mogę wypożyczyć rower. Najlepszy środek transportu w Gandawie.
Maciek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz