niedziela, 12 października 2008

Za pan brat ze Średniowieczem.

Na północny wschód od Gandawy leży Brugia - miasto, które swój rozkwit przeżywało między 12. a 15. wiekiem. Zaczeło się od tego, że po wielkim sztormie powstało połączenie miasta z morzem. To umożliwiło rozwój handlu z Anglią. Bogactwo przyciągnęło władców, a ich dwory artystów. Jednak po pewnym czasie naturalny kanał zaczął sie zamulać. Port stracił na znaczeniu, w 17. wieku upadło słynne koronkarstwo. Podupadło i samo miasto. Na szczęście koniec ubiegłego wieku przyniósł pozytywne zmiany.

Brugia, jako jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast na świecie zaczęła przyciągać tłumy turystów. Dzisiaj, gdy handel suknem z Anglią, nie daje już utrzymania mieszkańcom Brugii, ważną gałęzią tamtejszej gospodarki jest turystyka.
My też nie mogliśmy się oprzeć wizjom, które przywodziły na myśl określenia typu "Wenecja Północy". Postanowiliśmy się przekonać, czy warto odwiedzić to niewielkie miasto.
Wyruszyliśmy w sobotę i po niespełna półgodzinnej podróży koleją byliśmy na miejscu. Tym razem nie poszliśmy "na żywioł". Najpierw skierowaliśmy swe kroki do punktu informacji turystycznej, kupiliśmy przewodnik i podążaliśmy ścieżkami przemierzonymi już przez miliony turystów.


Brugia rzeczywiście zachwyca starymi budynkami, kościołami, brukowanymi ulicami, wąskimi kanałami, nad którymi biegną kamienne i drewniane mosty. Widzieliśmy jeden z najstarszych szpitali w Europie - Szpital Św. Jana z 1188 r. Bazylikę Świętej Krwi - w której przechowywana jest relikwia - fiolka z krwią Chrystusa. W jednym z tutejszych kościołów można zobaczyć rzeźbę dłuta samego Michała Anioła.
Tym razem zwiedzaliśmy też muzea. Najpierw poznaliśmy zarys technologii produkcji piwa Brugse Zot w miejscowym browarze(zgodnie z naszym kierunkiem kształcenia - w końcu nie przyjechaliśmy do Belgii odpoczywać), a później w Muzeum "Choco Story" dowiedzieliśmy się skąd się wzięła czekolada. O ile wizyta w browarze była dość ciekawa, to muzeum czekolady nie zrobiło na mnie wrażenia. Trzeba być prawdziwym maniakiem tego wyrobu, żeby docenić mnogość starych opakowań, skrupulatny opis ewolucji napojów z nasion kakaowca i szkice przedtawiające pierwsze maszyny uzywane przy produkcji. Najbardziej intereującym punktem zwiedzania była demonstracja produkcji czekoladek i pralinek prowadzony przez belgijskiego specjalistę. Należy wspomnieć, że prezentajca zakończona degustacją.


Brugia jest miastem turystycznym aż do bólu. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że co 3 sklep w centrum sprzedaje belgijskie czekoladki, a co czwarty koronki. Oprócz tego dużo jest tzw. chińszczyzny. Mimo to warto tu przyjechać, nawet jeśli nie lubi sie chodzić po utartych szlakach.

W czasie zwiedzania zawitaliśmy do urzędu miejskiego. Tutaj byliśmy świadkami niecodziennej uroczystości. Przed wejściem stało zabytkowe BMW przystrojone dla młodej pary. Przed drzwiami do urzędu ustawili się goście z ryżem w rękach. Po chwili na zewnątrz wyszło dwóch panów młodych. Życzenia składały im całe rodziny. Tak, nie ma się co dziwić! Belgia to kraj bardzo tolerancyjny. Zezwoliła na legalizację związków homoseksualnych już w 2003 roku. Trzy lata później możliwa była już adopcja dzieci, przez takie pary. Ta druga decyzja jest dla mnie całkowicie niezrozumiała, ale nie czas na dyskusję. Według portalu interia.pl 60% Belgów popiera "małżeństwa" homoseksualne. To pisałem ja, Maciek

Brak komentarzy:

Subiektywna mapa