Oj, dużo tam widziałem, dużo. Nie wszystko da się opisać słowami, nie wszystko da się uwiecznić aparatem. O czym mógłbym napisać?
O mieście. Rotterdam jest miastem bez zabytków. W czasie wojny został całkowicie zniszczony. Zdjęcia robione po nalotach 1940 roku pokazują tylko ruiny katedry na tle zrównanego z ziemią miasta. W ciągu dziesiątek powojennych lat miasto mocno wspięło się w górę. Bardzo wysokie, ale przyjemne z wyglądu budynki, tworzą krajobraz Rotterdamu. Samo miasto, wbrew pozorom, nie jest duże - jest mniejsze od Wrocławia. Ma za to ogromny port: największy na świecie.
Byłem jeszcze w dwóch innych miastach Holandii, ale tak to jest, jak się wsiada do złego pociągu. Logika typu: "skoro o tej porze w tym miejscu powinien stać mój pociąg, a jest właściwy czas i miejsce, więc to musi być ten pociąg" zawodzi, gdy zegarek przyspiesza o 10 minut. A jeszcze niedawno czas, którego symbolem był zegarek, uważałem za jedną z niewielu rzeczy, które mówią prawdę. Poprzez swoją stałość zmian, był takim punktem odniesienia w zmiennej i niespodziewanej rzeczywistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz