poniedziałek, 10 listopada 2008

Pogoda dla bogaczy?

Zamiast słońca - deszcz. Zamiast mgły - mżawka. Zamiast zimy - deszcz i wiatr.
W sklepie z pamiątkami kartka: "Greetings from Belgium". Dość ascetyczna. Biała, tekst na czarno, oprócz tekstu tylko symbol parasola, jak na kartonowym pudle. Obok niej powinna być druga. Z takim samym napisem i symbolicznym wizerunkiem pogodnego człowieka. Bo dla mnie tacy właśnie są Belgowie - pogodni. Może muszą nadrabiać za pogodę? Chyba nie, bo nie jest aż taka zła - trochę przekoloryzowałem. Jest bardziej wilgotno niż w Polsce, ale słoneczne dni też nie są rzadkie.

Wróćmy do pogody ducha. Tutaj ludzie się po prostu do siebie uśmiechają. Mam to szczęście, że we Flandrii większość mieszkańców mówi po angielsku. Dzięki temu nie ma problemu z pytaniem o drogę, czy zwróceniem się o pomoc na ulicy. Przez te 6 tygodni pytałem wielu osób, o różne informacje. Nawet ze starszymi, którzy mówią po francusku udawało się dogadać. Nie zdarzyło się, żeby ktoś mnie zignorował. Zatrzymywałem nawet ludzi jadących do pracy rowerem. Najmniej uprzejma była reakcja kierowcy autobusu, który powiedział po niderlandzku, że mnie nie rozumie, gdy pytałem, czy zatrzymuje sie przy stacji benzynowej. W każdym innym przypadku kierowcy autobusów okazywali się bardzo pomocni. Wchodzisz do autobusu - mówią Ci "dzień dobry". Zapytasz (w obcym dla nich języku) o trasę autbusu - odpowiadają bez grymasu niezadowolenia na twarzy. Kupujesz bilet - chcą Ci go sprzedać. Naprawde chcą.
Pewnego wieczoru wszedłem do autobusu bez biletu, bo w pobliżu nie było automatu, a wszystkie sklepy były już pozamykane. Poprosiłem kierowcę, żeby sprzedał mi bilet. Okazało się, że nie ma drobnych, żeby wydać mi resztę. Dwóch pozostałych pasażerów w pojeździe też nie mogło mi pomóc. Ku mojemu zdziwieniu, kierowca zatrzymał autobus, który mijaliśmy i rozmienił moje pieniądze. Czy to zdarza się w naszym kraju? Rzadko. Tutaj też pewnie miałem szczęście, bo nie każdy by tak zrobił. Ostatnio, kiedy chciałem kupić bilet we wrocławskim tramwaju, motorniczy stwierdził, że mogę wysiąść i kupić go sobie w automacie na przystanku.
Ciekawe skąd biorą się te różnice? Czy źródło jest to samo? Czy źródłem empatii u Belgów i niezadowolenia u Polaków jest kapitalizm? W zasadzie to możliwe. Za cenę biletu godzinnego w Gent kupionego u kierowcy, mógłbym we Wrocławiu kupić 4. Czy kierowcy, gdyby zarabiali w Polsce 4 razy więcej niż teraz, to byliby 4 razy bardziej zadowoleni i witali pasażerów? Mam nadzieję, że tak, bo to oznacza że za jakiś czas także w Polsce kierowcy będą się uśmiechać.

P.S. Niestety kilka dni później jechałem tramwajem, w którym motorniczy nie sprzedał pasażerowi biletu radząc, by ten udał się do automatu na przystanku. Czyli to, co zdarzyło mi się we Wrocławiu, mogło przydarzyć mi się w Gent.

Brak komentarzy:

Subiektywna mapa