czwartek, 27 listopada 2008

Szpital nie jest taki zły

Nie ma się co oszukiwać. Pobyt na Erasmusie, czy to na studiach, czy na praktyce to nie tylko zabawa. Przez większość dnia oddajemy się tutaj pracy. Szczególnie, że Gosia, Kamila, Marta i Tobiasz robią w Belgii badania potrzebne do napisania pracy, a ja jestem praktykantem w laboratorium.

Szpital wcale nie jest taki zły, pod warunkiem, że idziesz tam, żeby pracować, a nie żeby się leczyć. Całe szczęście, że w czasie mojego pobytu w Belgii odwiedzam tę placówkę bardzo regularnie tylko w jednym celu. Mój dzień zaczyna się jeszcze w nocy. Budzik dzwoni o 7.00. Półtorej godziny później siedzę już na rowerze i jadę do szpitala, gdzie od godziny 9, jak to określił mój znajomy, przenoszę po 2 μg (2,0*10 –6g) jakiejś substancji i nazywam to pracą. Klinika Universitair Ziekenhuis Gent to małe miasteczko, po którym jeżdżą specjalne taksówki dla pacjentów, gdzie studenci wydziału medycyny przychodzą na zajęcia, gdzie można wypożyczyć (jak w hipermarkecie) specjalny wózek, który pomoże przewieźć osobę, mającą kłopoty z chodzeniem. Można tu zjeść coś w restauracji, kupić upominek lub kwiaty. Oczywiście można się tu także leczyć. O jego wielkości niech świadczy fakt, że winda którą zwykle jeżdżę, ma numer 95... Gdy po raz pierwszy przekroczyłem jego bramy, dostałem mapę dzięki której mogłem trafić tam, gdzie zmierzałem. Ten spacer trwał ponad 10 minut. W tej sytuacji nie dziwię się, że szpital zainwestował w służbowe rowery.

Rower to w Gandawie najszybszy środek transportu. Przyczynia się do tego dobrze rozwinięta sieć ścieżek rowerowych i specjalnych parkingów. Na terenie kliniki także jest ich kilka. Zwykle nieporównywalnie większe niż znane nam z politechniki, a mimo to prawie pełne. Te przeznaczone dla pracowników, są ogrodzone i można otworzyć je tylko za pomocą specjalnej karty magnetycznej, która potrzeba jest też żeby swobodnie poruszać się po zakamarkach szpitala niedostępnych dla pacjentów. Studenci jeżdżący na uczelnię rowerem nikogo w Polsce nie dziwią, ale dlaczego nie można znaleźć wolnego miejsca na parkingu rowerowym dla pracowników? Pewnie dlatego, że Ci ostatni dostają specjalną premię, jeśli przyjeżdżają do szpitala rowerem częściej niż 20 dni w miesiącu!

Większość budynków UZ Gent jest połączona ze sobą siecią podziemnych korytarzy, którymi suchą nogą można dotrzeć z jednego końca kampusu na drugi, pod warunkiem, że nie zostanie się potrąconym przez charakterystyczny żółty służbowy rower lub jeden z elektrycznych wózków towarowych. Zdarza się, że takie wózki wyglądają jak małe pociągi ciągnąc za sobą kilka wagoników. Podobno kilkanaście lat temu studenci jeździli po tych piwnicach mieszczącym się tam „na styk” Citroenem 2CV - popularną Kaczką. Jak widać nie tylko Polacy wykazują się tak zwaną ułańską fantazją.

3 komentarze:

Filip Mazurek pisze...

Ach, żeby tak PWr płaciło za dojazdy rowerem na uczelnię. Byłbym bogaty ;]
Widzę, że w Belgii podobnie jak w Holandii jest. Czy jeździ więcej rowerów niż samochodów?

Tobiasz pisze...

Maciek miał rozwinąć wątek rowerowy w osobnym poście...
Teraz musi to zrobić, bo cały świat się o tym dowiedział :)

Maciek pisze...

W wielu miejscach parkuje więcej rowerów niż samochodów, ale to wciąż tzw. blachosmrody mają przewagę na ulicach. Wątek rowerowy jest w trakcie przygotowania. Zbieram dokumentację fotograficzną. Cierpliwości!

Subiektywna mapa