
Często piszę, co się dzieje tutaj, na Erasmusie, ale również istotne jest to, co się działo przed wyjazdem. To nie jest tak, że się po prostu wsiada i jedzie - załatwianie formalności trzeba rozpocząć jakieś pół roku wcześniej.
Planowałem wyjazd na Erasmusa chyba jeszcze zanim zacząłem swoją "przygodę" z Polibudą. Bracia wyjeżdżali, więc tą wymianę traktowałem jako normalną część studiów. Bardzo realnie o tym pomyślałem 2 lata temu, ale trochę za późno się wziąłem za szukanie profesora, który mnie zechce gdzieś wysłać. I teraz uwaga: mimo, że za początek załatwiania Erasmusa przyjmuje się spotkanie informacyjne na początku marca, może się okazać, że wtedy jest już na to zbyt późno! Najważniejsze jest znalezienie profesora (lub doktora, mniejsza z tym), który ma kontakty z zagraniczną uczelnią i który będzie chciał nas tam wysłać! Lista współpracujących z PWr. zagranicznych uczelni jest dostępna u koordynatorów wydziałowych, ale musicie pamiętać, że za tymi kontaktami stoją konkretni ludzie, którzy decydują kogo tam wyślą i to do nich najpierw uderzajcie!
Wiedząc o tym, chyba jeszcze w styczniu zeszłego roku udałem się do mojego obecnego promotora i ustaliłem, że i gdzie pojadę. Potem było czekanie na spotkanie informacyjne a po nim 2 tygodnie na formalne zgłoszenie się na wymianę. Jeszcze w marcu wszyscy chętni zdawaliśmy egzamin z angielskiego, który, obok średniej, może mieć wpływ na decyzję o dostaniu pozwolenia na udział w tym programie. Potem było kolejne spotkanie a po nim załatwianie najważniejszych dokumentów potrzebnych do wyjazdu. Learning Agreement to jest umowa między uczelnią partnerską a naszą. Oprócz tego trzeba złożyć Transcript of Records, czyli pobrany z dziekanatu dokument z wypisanymi wszystkimi kursami jakie ukończyłem oraz zgodę dziekana na wyjazd. Jak się złoży te dokumenty, to trzeba jeszcze załatwić parę rzeczy, ale zorientujecie się o wszystkim jak już będzie aplikować na wyjazd. Nie chce mi się już pisać o ubezpieczeniach, kursie językowym, koncie walutowym itd. Będzie o tym mówione na spotkaniach, będzie o tym pisało w necie. Zresztą, jakbyście czegoś nie wiedzieli, to pytajcie koordynatorów programu.
Jeszcze słówko o pieniądzach: otóż dla wszystkich krajów była to ta sama kwota. Stypendium, na szczęście, zostało podniesione o 15 euro tygodniowo, ale nie jest to suma za którą można przeżyć cały pobyt za granicą. Stypendium traktowane jest jako dofinansowanie: łącznie z tym co się wydaje średnio na życie we Wrocławiu, powinno starczyć.

Dodam jeszcze, że pod koniec wakacji, czyli na parę tygodni przed przyjazdem do Belgii, kiedy myślałem, że już wszystko dawno temu zostało załatwione, dostałem maile, że oni w Belgii nie mają dokumentów, które im dawno temu wysłałem. Trochę stresu, ale jakoś wszystko się pomyślnie rozwiązało. Jak opowiadałem jednej znajomej o tym zaginięciu dokumentów, to bez zdziwienia odparła: "zawsze tak jest". Trudności związane z załatwianiem Erasmusa mogą się pojawić, ale nie jest to powód, dla którego powinno się rezygnować z tego wyjazdu. Bo naprawdę warto wziąć w tym udział!
Na zdjęciu: kwiaty pod pomnikiem Erazma z Rotterdamu.