poniedziałek, 5 stycznia 2009

co ja tu robiłem przed Sylwestrem


Jestem w Belgii już od tygodnia. Nie przyleciałem samolotem (cieszyłem się, że nie wracam Ryanairem), ale razem z grupą pielgrzymów przybyłem do Brukseli już tydzień temu. Prosto na Europejskie Spotkanie Młodych Taizé .
Kilka słów wyjaśnienia o co chodzi w tym spotkaniu. We francuskiej wiosce Taizé żyje wspólnota braci: należą do niej zarówno katolicy jak i protestanci. Bardziej życiem niż słowem głoszą pojednanie chrześcijan. Do tej wioski przyjeżdża wielu młodych ludzi z różnych krajów – w wakacje jest to jakieś 5 tysięcy tygodniowo. Po to, żeby się spotkać, ale też wyciszyć, bo modlitwa jest tam istotnym elementem. Wspólnota ta m.in. organizuje Spotkania Młodych w różnych miastach Europy. Ja z tej okazji byłem już w Paryżu, Hamburgu, Mediolanie, Genewie no i teraz w Brukseli. Następne Spotkanie będzie w Poznaniu. Tym razem przyjechało na nie 40 tysięcy osób. Dla tak niereligijnego kraju, jakim jest Belgia, 40 tysięcy młodych, wierzących osób, to duża liczba. Nawet jeśli spora część przyjechała tu tylko na zwiedzanie, to ten „zastrzyk duchowości” był wciąż dosyć duży. To dobrze.
Spotkanie to nie tylko rozmowy z ludźmi z innych krajów, wspólna modlitwa i zwiedzanie miasta. Szalenie ważnym elementem jest kontakt z rodziną, u której się przez ten czas mieszka. Prościej byłoby zorganizować miejsca zbiorowego noclegu, ale właśnie o to spotkanie pielgrzymów z miejscowymi chodzi. Nam (mi i 7 znajomym z DA) trafiła się bardzo gościnna, włoska rodzina. Mają wielki dom, ten pan w Komisji Europejskiej pracował. Było bardzo sympatycznie i często śmiesznie. Czasem się zastanawialiśmy, czy się za bardzo nie wygłupiamy, ale gdy gospodarz wyjaśniając słowo ‘ancestor’ (przodek), zaczął udawać małpę, wyrzuty sumienia nas opuściły.

Brak komentarzy:

Subiektywna mapa