poniedziałek, 19 stycznia 2009
ostatki
Ostatnie pranie. Ostatnie naleśniki. Jak by nie patrzeć: ostatni tydzień właśnie mija.
Wczoraj była niedziela. Ta ostatnia niedziela. W 2008 roku mieliśmy tradycję przygotowywania i wspólnego jedzenia niedzielnych obiadków. Po powrocie do kraju Maćka ta tradycja się urwała. Ale tak nie do końca, bo ostatnio wystąpiła w innej postaci. W sobotę Ishu - nasz rozśpiewany współlokator - przygotował nam tradycyjny nepalski obiad. Chyba 3 godziny spędził w kuchni. Przyrządził kurczaka w jakimś ich specjalnym sosie. Kupił też kurczaka z rożna, bo mówi, że w jego kraju też to często jedzą. Były też ziemniaki z czymś tam. I ryż, o którym sobie przypomniał już po obiedzie. O winie, piwie i chipsach już nie wspominam. Bardzo miło spędziliśmy ten czas. Cultural experience. Jak się pojedzie na Erasmusa, to od kuchni można poznać kulturę innych krajów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Hmm.. Nawet na zdjęciu widać, jak z garnka unoszą się piękne zapachy. Zapomniałeś napisać jak smakowało to specjalne danie. :>
Pozdrów ode mnie Ishu!
Jedzonko bardzo dobre. Kurczak w tej jego zaprawie był dużo lepszy niż ten spod Proxy.
Częstował też takimi marynowanymi papryczkami. Dobre to one nie były, ale ostre, to jak najbardziej.
Prześlij komentarz