wtorek, 13 stycznia 2009

zobaczyć Smerfów las

O osobliwym symbolu Brukseli pisałem już wcześniej, dlatego na temat Manneken Pis będzie tylko to jedno zdjęcie.

W mieście są ciekawsze rzeczy niż statuetka sikającego chłopca. Na dobre przekonałem się o tym w tą sobotę, będąc na kolejnej, a pewnie i ostatniej, wycieczce w stolicy. Pomagająca mi w zwiedzaniu Basia wiele wiedziała na temat miasta, więc teraz ja mogę Wam o nim opowiedzieć:

Rynek, czyli Grand Place. Bardzo ładny. O widocznym na zdjęciu ratuszu krąży legenda, że jego architekt popełnił samobójstwo, gdy zobaczył efekt swojej pracy. Jest to bardziej legenda niż prawda, ale na zdjęciu można zauważyć, co zostało źle zaprojektowane.

Bruksela to miasto komiksów. Wiele takich obrazków można zobaczyć nawet na murach domów. Z tego miasta pochodzi Peyo – autor Smurfów.

Księżna Matylda – żona Filipa, który w przyszłości będzie królem Belgii jest z pochodzenia Polką. Jest córką (urodzonej w Białogardzie) hrabiny A.M.K. Komorowskiej a prawnuczką A.Z.Sapiehy. Sama po Polsku nie mówi i w ogóle w Belgii mało kto wie o jej polskich korzeniach. Uważają ją za typową Belgijkę (jej ojciec jest Flamandem, który mieszkał we francuskojęzycznej Walonii) czyli osobę łączącą oba narody tego kraju. W ogóle ten kraj powstał jako zlepek dwóch narodów w 1830 roku. Podziały są widoczne do tej pory. Bogata północ chce się oddzielić od biedniejszego południa. Tak podział w samym sercu Unii Europejskiej źle by jej wróżył.

To, że ten mały kraj miał swoją wielką kolonię – Kongo – wiedziałem wcześniej. Dowiedziałem się natomiast, że początkowo była to prywatna własność króla Belgii – Leopolda II. Dopiero po jego śmierci, na początku XX wieku, ten olbrzymi kraj przeszedł w ręce państwa. Stamtąd sprowadzano m.in. kakao. A jak wiadomo, Belgia słynie z czekolady.

Na koniec poszliśmy do muzeum instrumentów muzycznych.



Byłem pod wrażeniem ludzkiej kreatywności w wymyślaniu przedmiotów, które mogą tworzyć muzykę.

Brak komentarzy:

Subiektywna mapa