W mieście są ciekawsze rzeczy niż statuetka sikającego chłopca. Na dobre przekonałem się o tym w tą sobotę, będąc na kolejnej, a pewnie i ostatniej, wycieczce w stolicy. Pomagająca mi w zwiedzaniu Basia wiele wiedziała na temat miasta, więc teraz ja mogę Wam o nim opowiedzieć:
Rynek, czyli Grand Place. Bardzo ładny.
Bruksela to miasto komiksów. Wiele takich obrazków można zobaczyć nawet na murach domów. Z tego miasta pochodzi Peyo – autor Smurfów.
Księżna Matylda – żona Filipa, który w przyszłości będzie królem Belgii jest z pochodzenia Polką. Jest córką (urodzonej w Białogardzie) hrabiny A.M.K. Komorowskiej a prawnuczką A.Z.Sapiehy. Sama po Polsku nie mówi i w ogóle w Belgii mało kto wie o jej polskich korzeniach. Uważają ją za typową Belgijkę (jej ojciec jest Flamandem, który mieszkał we francuskojęzycznej Walonii) czyli osobę łączącą oba narody tego kraju. W ogóle ten kraj powstał jako zlepek dwóch narodów w 1830 roku. Podziały są widoczne do tej pory. Bogata północ chce się oddzielić od biedniejszego południa. Tak podział w samym sercu Unii Europejskiej źle by jej wróżył.
To, że ten mały kraj miał swoją wielką kolonię – Kongo – wiedziałem wcześniej. Dowiedziałem się natomiast, że początkowo była to prywatna własność króla Belgii – Leopolda II. Dopiero po jego śmierci, na początku XX wieku, ten olbrzymi kraj przeszedł w ręce państwa. Stamtąd sprowadzano m.in. kakao. A jak wiadomo, Belgia słynie z czekolady.
Na koniec poszliśmy do muzeum instrumentów muzycznych.
Byłem pod wrażeniem ludzkiej kreatywności w wymyślaniu przedmiotów, które mogą tworzyć muzykę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz