piątek, 6 lutego 2009

last but not least

Obiecane podsumowanie. Dopiero teraz, bo raz, że trochę więcej czasu staram się ostatnio poświęcać przygotowaniom do egzaminu, a dwa, że może potrzebny był jakiś dystans czasowy, by trafniej ocenić cały ten wyjazd. Nie można jednak czekać zbyt długo. I tak, dwa tygodnie po przyjeździe zasiadłem do napisania ostatniego rozdziału.

Generalnie, to ja bardzo pozytywnie oceniam tego Erasmusa. Praktycznie na każdej płaszczyźnie był on udany:

1) naukowo
Dużo doświadczenia zdobyłem. Przesiadywałem w tym labie po czterdzieści godzin tygodniowo, więc teraz bez problemu powinienem się odnaleźć w laboratorium mikrobiologicznym. Badania do pracy są zrobione i w dużej części spisane. Jeszcze trzeba będzie siąść i trochę popisać, ale pewnie większość już jest.

2) krajoznawczo
Mieliśmy kilka wycieczek (Antwerpia, Brugia, Ostenda, Bruksela, Rotterdam), więc kawałek świata zobaczyliśmy. Nie tylko Belgię lepiej poznaliśmy, ale też kulturę innych narodów. O Ekwadorze wiem teraz całkiem sporo.

3) towarzysko
Nie mieszkaliśmy w akademiku i nie chodziliśmy na zajęcia z innymi studentami, więc tak mnóstwa osób nie poznaliśmy. Ale przecież nie o ilość chodzi :) Bywaliśmy na Overpoorcie (ulica z mnóstwem knajp i dyskotek), ale większość imprez była w domciu, w bardziej kameralnym gronie, przy Youtubie, gitarze i tanim winie.

A te ciemne strony?
Rozłąka z bliskimi nie jest tak dotkliwa, jeśli w pokoju jest internet. Dzięki skype (jak to się odmienia?) i gg tej odległości tak bardzo się nie czuje. Wiadomo, że to nie jest to samo, co kontakt na żywo, no ale nie można być w dwóch miejscach naraz.
Problemem czasem były formalności, ale i to jest do przejścia.
Jak ktoś lubi marudzić, to zawsze znajdzie powody, żeby ponarzekać. Ja ten wyjazd oceniam bardzo pozytywnie, a te drobne minusy nie wpłyną znacząco na ogólne wrażenie.

Podziękowania to nie jest tylko obowiązkowa część pracy magisterskiej. One są potrzebne by nie zapomnieć o ludziach, dzięki którym ten wyjazd się udał. Zaangażowanych w to było wiele osób, zaczynając od rodziny, które mnie w tym wspierała, poprzez tych którzy dzielili podobny los (Współlokatorki, Maciek, inni Erasmusi), pomagali w wielu sprawach podczas pobytu (zwłaszcza znajomi z labu, zwłaszcza Sławek), kończąc na tych, którzy bezpośrednio w organizacji wyjazdu pomogli. Podziękować też trzeba naszemu Promotorowi: wszak to on był głównym sprawcą wyjazdu.
Dzięki!

Ja już tu więcej nie będę pisał, może Maciek coś jeszcze dorzuci. Na zakończenie powiem, że nie tylko warto było wyjechać na Erasmusa. Warto też było prowadzić tego bloga. Jest to świetna pamiątka z wyjazdu i radość, że go czytaliście.

cześć, pa :)

5 komentarze:

GregorioW pisze...

Ahoj Tobiaszu (i Maćku, jeślibyś jednak nic już nie napisał ;) )!

Jako wierny czytelnik za możliwość czytania nadzwyczaj ciekawych spostrzeżeń dziękuję (i myślę, że w tych podziękowaniach nie jestem osamotniony).

Powodzenia w dalszej pracy naukowej! ;)

GregorioW

PS Odpowiedź na pytanie: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7889 :D

GregorioW pisze...

A, i zapomniałbym - a gdzie link do piosenki na YouTube, tej o tym związku chemicznym? ;)

Adele pisze...

Fantastyczna sprawa ten Wasz blog, aż żal że to już koniec...Mam nadzieje ze powrócisz teraz na swojego bloga Tobiasz! :)

Kasia pisze...

dzięki wielkie za tego bloga. wybieram się do gandawy w przyszłym roku i jestem pewna, ze informacje z bloga okażą się przydatne!

Filip Mazurek pisze...

Muszę się przyłączyć do podziękowań. Kawał dobrej roboty. Miło się czytało.
To skąd teraz będziecie pisać? ;>

Subiektywna mapa