Rano trzeba wstać. Sprawdziłem, i to nie raz, że „jeszcze pięć minutek” może się źle skończyć, więc reaguję, gdy tylko budzik zaczyna się drzeć. Z myślą, że jak tylko wrócę, to się znów położę, wstaję z łóżka. W kuchni spotykam Gosię – towarzyszkę porannej niedoli. Zastanawiam się co zjeść. Zwykle wybieram chleb z nutellą, ale dziś wyjątkowo był to serek. Ważne jest, by na śniadanie zjeść coś, co się szybko przygotuje. Idziemy na naszą uczelnię. Daleko nie mamy – chyba ze 4 minuty „iścia” (nie chciałem użyć słowa „marszu”, bo mi jakoś nie pasowało). Rzucamy się w wir pracy. Dzisiaj najpierw było liczenie bakterii, potem popisywanie nowych płytek, a potem – nowość – test smakowy. Zwykle sprawdzam jak bakterie rosną na szynce, a dzisiaj sprawdzałem, jak te szynki smakują. 12 osobom trzeba było dać po 3 plasterki dwóch różnych szynek i kazać zgadywać, która jest tą jedną inną. Prawie wszyscy zgadli. Zero trafień miała tylko jedna osoba – ja.
Na lunch wróciłem do domu i jadłem mrożone mięso, mrożone warzywa i makaron. Tzn., po usmażeniu nie były już mrożone. Z pełnym brzuchem wróciłem na uczelnię. Tam ciąg dalszy przygotowywania płytek, polerowanie probówek i jeszcze parę rzeczy, które mi znaleziono, bylebym tylko nie wrócił za szybko do domu. Dzisiaj było nieźle, bo już koło 16 byłem z powrotem. Czekając na włączenie kompa, zacząłem czytać Kapuścińskiego. Ciekawie pisze, ale mi się zachciało spać, więc postanowiłem spełnić obietnicę dana samemu sobie dziś rano.
Po raz kolejny już tego dnia wstałem zaraz (no, może tym razem 20 minut) po usłyszeniu budzika. Poszedłem do piekarni, coś tam zjadłem a potem poprosiłem Martę o pomoc fryzjerską. W końcu siadłem po raz kolejny do kompa. Tym razem zaczytałem się w blogu Szymona Hołowni – na poważne tematy jednak da się bardzo ciekawie pisać. Gdy przypomniałem sobie, że powinienem jednak coś naukowego zrobić, zacząłem rozmawiać na gg. Jedna rozmowa - zamiejscowa, druga – lokalna. Potem jeszcze jedna międzynarodowa.
Włączyłem w końcu tego excela, ale niedługo w nim zabawiłem, bo sobie przypomniałem, że jestem głodny. Tym razem nutella. Jak wróciłem, to zacząłem opisywać dzisiejszy dzień. I tak jakoś zeszło.
0 komentarze:
Prześlij komentarz